czwartek, 20 grudnia 2012

Ubieramy choinkę ;)

Choinka knezia.
Raz na zamku w Kocmyrzu okrutny kneź Dreptak
Kazał był burgrabiego powiesić na trzepak,
Za to, że ten burgrabia kradł wprost niesłychanie, 
Lecz księżna zawołała: - Ja mam dziś trzepanie!
Muszę na Święta z kurzu oczyścić kobierce,
Chcesz wieszać - szubienicę wystaw, moje serce!
- E, zaraz szubienicę! - krzyknął książe w gniewie
- Weźcie go i powieście, o, na tamtym drzewie!
Jakoż i powieszono skazańca na świerku
Stojącym przede zamkiem, na niedużym skwerku,
A skazaniec był w szaty świecące odziany
I miał na sobie śliczne, błyszczące kajdany
Z długimi łańcuchami, które przez igliwie
Zwisając, wśród zieleni lśniły migotliwie.
Kneź patrzył, a do serca mu wpełzały smutki
I wspomnienia, jak jeszcze był całkiem malutki,
I przypomniała mu się babcia starowinka,
Rodzice, stół, opłatek i śliczna choinka,
I łzy mu się polały, i chcąc przeszłość wskrzesić,
Zawołał: - Proszę jeszcze kucharkę powiesić!
Powieszono kucharkę, co w białym fartuchu
Wyglądała jak jeden z owych czystych duchów
Skrzydlatych, które zwykle w okresie choinki
Przynoszą dzieciom różne śliczne upominki...
Zaś książę pił i płakał i wołał wzruszony:
- Dowiesić kogoś z prawej...!, teraz z lewej strony...!
Hetman wyżej...!, pan ochmistrz mi zasłania dwórkę...
Teściową koło pieńka, a wujka na górkę!
Właśnie śnieżek jął padać i wszystko przyprószył,
A kneź Dreptak do reszty urżnął się i wzruszył,
I wybełkotał: - Ludzie! Hej, czy mnie słyszycie?
Zasadźcie jeszcze kogoś tam, na samym szczycie,
I fertig można siadać do świętej wigilii!
Lecz wszyscy albo zwiali, albo już nie żyli,
Więc kneź, co był od wódki zupełnie zaczadział,
Wlazłszy na choinkę - sam na szpic się nadział,
Bo choinka bez szpica - to już jednak nie to!
... To dobrze, gdy dyktator jest również estetą!
A. Waligórski



poniedziałek, 17 grudnia 2012

Przedświatecznie.

Na dobry początek dnia i tygodnia ;)


niedziela, 16 grudnia 2012

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne - grudzień.

Dzień siódmy: Świąteczne dekoracje.
Choinki jeszcze u mnie nie ma... na razie tylko pod lampą wisi jemioła.
Świątecznie sobie wisi i dekoruje ;)



I kończy się kolejne wyzwanie...
Dziękuję za fajną zabawę i wszystkie miłe komentarze ;)

sobota, 15 grudnia 2012

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne - grudzień.

Powoli zmierzamy do końca.
Jak zima to śnieg.
Tutaj też bywa śnieg - przez jakieś trzy do pięciu dni ;)

Ale przypomniała mi się taka historia:
Moja Córka jest dziecięciem czerwcowym i pierwsza zima po jej urodzeniu upłynęła bez większego zainteresowania z jej strony.
Ale dziecko rośnie i rodzice (głupio, jak się okazało) cieszyli się na kolejna zimę, że dziecko będzie na saneczkach jeździć i w ogóle przecież zima jest super - szczególnie dla dzieci.
I co?
I okazało się, że zima nie jest super, zima jest zła i chce nam dziecko o nerwicę przyprawić!
Bo śnieg jej się do butów przyklejał i je brudził!!!
A ponieważ wśród wielu innych cech Córka moja posiadała niezwykłą cierpliwość, śnieg co dwa kroki wycierała z bucików.
Ciężka to była zima...
Potem już się przyzwyczaiła ;)

A tutaj zimowy, wiejski kotek... 


piątek, 14 grudnia 2012

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne - grudzień.

Dzień piąty: Świąteczny zapach.
Z racji tego, że mam już swoje lata - ale zabrzmiało - pamiętam czasy kiedy mandarynki były tylko na Święta.
Dlatego Święta zawsze kojarzą mi się przede wszystkim z zapachem mandarynek.


czwartek, 13 grudnia 2012

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne - grudzień.

Dzień czwarty: Drewno.
I miseczka drewnianych gwiazdeczek ;)


Rocznica.

A moi Rodzice mają dzisiaj rocznicę ślubu.
Trzydziestą siódmą.
Tak wyglądali kiedyś:


A tak wyglądają teraz:





W bonusie moja córka z głupią oryginalną miną ;)

A przez te lata doczekali się:
- dwóch córek,
- dwóch zięciów,
- wnuczki,
- dwóch wnuczków,
- i znów wnuczki, na razie w fazie zwanej ciążą.

P.S. W odpowiedzi na zarzuty, jakoby na drugim ze zdjęć g... było widać, gwizdnęłam im zdjęcie z fb.
Lepiej?



środa, 12 grudnia 2012

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne - grudzień.

Dzień trzeci: Serce.

A u mnie dużo serduszek, można się wirtualnie poczęstować ;)
Zapraszam!



Tygodniowe wyzwanie fotograficzne - grudzień.

W poniedziałek zaczęło się kolejne wyzwanie fotograficzne na blogu Uli.
A ponieważ dopiero środa to...

Tutaj tematy na każdy dzień:

Postanowiłam "odpuścić" sobie dzień pierwszy, jako, że po tatusiu jestem minimalistką i w zasadzie nie wiem bez czego nie mogłabym żyć.
Pewnie przyzwyczaiłabym się do każdego braku.
A biorąc pod uwagę to, że większość potrzeb ludzkość wytworzyła sobie sztucznie...

Szybciutko i bez zbędnego gadania przechodzimy więc dalej.
Dzień drugi: Ostatni zakup


Posiada trzy moje ulubione cechy: jest notesem, bywa pomarańczowy i patrzy z niego na mnie sowa.
Jak mogłam go nie kupić ;)

czwartek, 6 grudnia 2012

Pudełkowo.

Osobiście uważam, że coś jest ze mną nie całkiem w porządku...
Znowu kupiłam sobie pudełko blaszane, taką puszkę znaczy!
Zastanawiam się jaka jest dopuszczalna liczba puszek na jedną normalna osobę... i kiedy należy się zacząć martwić?
Ja się nie martwię, ja się cieszę bo mi chandra przeszła ;)
Ciekawe czy to  mój dzisiejszy zakup wpłynął na moje samopoczucie?

A dziś Mikołaj jest, tak przy okazji ;)

czwartek, 29 listopada 2012

Z archiwum part 3

Ponieważ dziś się stanowczo nie wyspałam, będzie o niewyspaniu - kolejna notka archiwalna.
Z bardzo dawnych czasów - mój Syn był wtedy osobnikiem pięciomiesięcznym ;)

03 lipca 2008

Matki niemowlaków są strasznie niewyspane...
Mój Syn jak codziennie obudził się świtkiem na swoją porcję mleczka, zjadł i poszedł grzecznie spać.
Potem obudził się w okolicy godziny siódmej i zajął się oglądaniem swoich nóżek przyodzianych w śpioszki z mordkami piesków na stopach - bardzo interesujące...
A tymczasem:
*Kotu przypomniało się, że mnie strasznie kocha i natychmiast musi mi to okazać miziając się pyszczkiem o moją twarz,
*mój Mąż zapytał mnie kilka razy czy śpię, kiedy zapytałam która godzina jakoś przeszło mu zainteresowanie odnośnie moich poczynań...
*mojej Córce zaginęła w pomroce dziejów czerwona bluzka i mamusia jako jedyna osoba w domu mogła wiedzieć coś o bluzce i pomroce, należało więc zapytać...
A potem była ósma i musiałam wstać.

Matki niemowlaków są naprawdę strasznie niewyspane...

środa, 28 listopada 2012

Taka sobie bajeczka.

Żyła sobie kiedyś księżniczka.
Była - jak to jest przyjęte u księżniczek - pełna zalet.
Była miła, grzeczna, urocza, ale nie brakowało jej również lotnego umysłu (co u księżniczek czasami przeszkadza).
Księżniczka częściej spędzała czas w bibliotece niż gdziekolwiek indziej.
I stało się, że ludzie życzliwi księżniczce zaczęli się martwić!
Bo jakże to, księżniczka osiągnęła wiek odpowiedni do zamążpójścia, a tu nie dość, że za mąż nie idzie  
to nawet się jakoś nie szykuje do drogi.
To źle - stwierdzili - trzeba księżniczce pomóc!
Być może kurz z biblioteki zasypał jej zegar biologiczny i biedna księżniczka nie wie, że za mąż powinna.
Między nami mówiąc kurz księżniczce niczego nie przysypał, ona miała po prostu inne pryncypia.
I jakoś nie czuła powołania do rychłego zamążpójścia (może to była wina tego jej umysłu!).
Nikt nie brał jednak pod uwagę faktycznych potrzeb księżniczki i - co z bólem stwierdzam - księżniczka była w tej kwestii nieprzystojnie i bez taktu nagabywana (znaczy swatali ja zwyczajnie).
Miejmy tylko nadzieję, że księżniczka nie ulegnie presji i nie wyjdzie za mąż za księcia, którego tata ma fajny zamek.
Życzmy księżniczce, żeby wyszła za człowieka, który ma zalety, nie wymienialne na skarby, zamki czy stadninę, tudzież inne bogactwa!
Bo w gruncie rzeczy chodzi przecież o to, żeby księżniczka była szczęśliwa!


niedziela, 25 listopada 2012

Co na obiad?

Nie, nie martwcie się nie będę układać jadłospisu na cały tydzień ;)
Ale będzie o jedzeniu... albo raczej o niejedzeniu.
Stwierdzam, że to okropnie skomplikowane ugotować obiad mojej rodzinie.
Jest ich co prawda tylko troje prócz mnie, ale...
Mój Mąż w zasadzie je wszystko, pod warunkiem, ze to jest mięso ;)
Moja Córka nie jada:
- nic tłustego,
- żadnych gotowanych warzyw, a już na przykład surowe jada prawie wszystkie, nawet ziemniaki*
- żadnych zup prócz ogórkowej i pomidorowej.
Za to mój Syn czasem je wszystko, a czasem przez trzy dni je tylko płatki z mlekiem na każdy posiłek, albo chleb z pasztetem.
I w zasadzie nigdy nie wiadomo jaki obecnie ma etap ;)

I co?
I weź człowieku ugotuj obiad, żeby każdy był zadowolony... i żeby był to obiad właściwie zbilansowany :p

*Tak, moja Córka je ziemniaki na surowo.
Zaczęła jak miała około półtora roku i lubi do nadal.
Nigdy jej nie zaszkodziły, nigdy nie miała tez po nich temperatury (a podobno się ma).
Mój Syn też je ziemniaki na surowo.
Takie mam dziwne te dzieci ;)
 

sobota, 24 listopada 2012

Prząśniczka.

Dziś będzie o tym jak to niewłaściwe lektury w młodości wpływają na rozwój wyobraźni.

Jest taka pieśń Stanisława Moniuszki za słowami Jana Czeczota:
"U prząśniczki siedzą jak anioł dzieweczki,
Przędą sobie przędą jedwabne niteczki..."

I moja wyobraźnia karmiona przeróżnymi lekturami ukazuje mi te biedne dzieweczki pilnowane przez jakiegoś harpagona (prząśniczkę).
W zależności od potrzeb jest ona grubą ropuchą z brodawkami, albo chudą, zasuszoną jędzą.
Ale jakby tam nie wyglądała, ciemięży te biedaczki, bo jest ich szefowa i może, albo i lubi...
A tymczasem gdybym tak sobie poczytała słownik, to bym wiedziała, ze nie tak się sprawy mają...

A to dlatego, że jak podaje Słownik Języka Polskiego:
Prząśnica (prząśniczka) jest to rodzaj kołowrotka w postaci wąskiej deseczki, do której przywiązuje się przędziwo.

Mało romantyczne, prawda?
I nie działa tak na wyobraźnię jak szefowa - ciemiężycielka...
No cóż mnie też było przykro, ale trudno za wiedzę się płaci!

Zawsze mogę udawać, że nie wiem jak się sprawy mają i dalej sobie wyobrażać ;)

piątek, 23 listopada 2012

Nie ogarniam.

No po prostu nie mogę!!!
Ile lat mają dzieci, które piszą po ścianach w domu zamiast na kartce?
Moja Sąsiadka ma półtorarocznego chłopca - on pisze.
Ja mam chłopca pięcioletniego i jak się właśnie przed chwilą okazało - on też pisze.
Całą ścianę nad łóżkiem mi popisał, pisaczkiem w kolorze szarym...
Jego starsza siostra, kiedy była w analogicznym wieku, namalowała mi ślimaczki  na świeżutkiej tapecie w salonie nad kanapą...
Co ciekawe, żadne z nich wcześniej nie przejawiało najmniejszej ochoty do pisania po ścianach.

Jak ja mam to rozumieć?
Jakieś opóźnienia mają rozwojowe?

Mój Londyn czyli Polka na Obczyźnie

Jakiś czas temu natknęłam się na Coś bardzo fajnego ;)
Zapisałam się szybciutko i... dzisiejsza notka to odpowiedzi na pytania zadane przez inicjatorkę pomysłu - Matkę założycielkę, że tak powiem ;)

1. imię/kraj/miasto
Paulina/Wielka Brytania/Londyn






2. najfajniejsze
Panujący ogólny luz... Każdy, bez względu na wiek, gabaryty i porę roku ubiera się tak jak chce.
I nikogo to nie dziwi. A nie, przepraszam, dziwi to Polaków.
Jak sobie kupiłam pomarańczowe buty, to kolega z pracy (Polak) powiedział, że ubieram się jak Murzynka ;)


3. najpiękniejsze
Parki - mój ulubiony Regent's Park, pałace - szczególnie Hampton Court i Leeds Castle.
A przede wszystkim Royal Botanic Gardens w Kew, który niezmiennie i wciąż mnie zachwyca.


4. ciekawe
Długo się zastanawiałam nad tym punktem i szczerze powiedziawszy nie wiem... 
Generalnie jest tu ciekawie, ludzie maja zupełnie inna mentalność niż w Polsce.
Na przykład - kolejki do autobusu. Wszyscy stoją  a kiedy autobus podjedzie po kolei do niego wschodzą ;) I jeszcze to, ze kiedy kierowca stwierdzi, że autobus jest już pełen po prostu zamyka drzwi, a ludzie na przystanku czekają na kolejny autobus. Może jest tak dlatego, ze tutaj autobusy w godzinach szczytu jeżdżą bardzo często.


5. coś pysznego
Zdecydowanie NIE angielskie jedzenie. Ale z powodu tego, że w Londynie w zasadzie najmniej jest Anglików, za to jest wiele innych narodów można spróbować wielu ciekawych potraw...


6. uwielbiam
 Camden Town.
 Za klimat, ludzi, których można tam spotkać i wszystko co można tam kupić albo tylko pooglądać.  Teatry.
Za musicale. Bo ja uwielbiam musicale i mam nadzieję kiedyś zobaczyć wszystkie grane na West Endzie (albo przynajmniej większość). 

7. nie cierpię
Tego, że jest strasznie mało koszy na śmieci i muszę przez pół miasta łazić z papierkiem, kubkiem po kawie czy innym śmieciem...


8. do pozazdroszczenia
Muzea. Że dużo, że w większości za darmo, że można "podotykać" - to się chyba nazywa multimedialne... Moje dzieci kochają do nich chodzić.


9. dziwaczne
Dwa kurki, jeden z ciepłą a drugi z zimną wodą to jest dziwne... ale najdziwniejsze dla mnie jest to, że czasem jak już jest jeden kurek to woda z niego leci dwoma strumieniami - ciepłym i zimnym, i się nie miesza

10. brakuje mi tutaj
Mojej ulubionej księgarni ;)



Jeśli dotarłeś aż tutaj, dodam jeszcze, że zdjęcia są autorstwa mojego Męża ;)

wtorek, 20 listopada 2012

Coś niebieskiego.


Powracam powoli do świata scrapujących ;)
Ostatnio wzięłam udział w wymianie ATC u Scrapujących Polek.
Temat: Coś niebieskiego.
W moim przypadku pawie ;)





A ja dostałam od Inki aż 2 ATC i mnóstwo innych ślicznych rzeczy, między innymi kartkę z Katowic, której zazdrości mi moja Siostra ;)

poniedziałek, 19 listopada 2012

Brzydkie wyrazy.

Jedziemy samochodem...
Niko: Kurde i zapomniałem!
Ja: Mikołaj czemu Ty mówisz takie brzydkie wyrazy? Od kogo Ty się tego nauczyłeś?
Niko: Nie wiem... "cholera jasna" to od Emilki, ale "kurde" to nie wiem...

I okazało się, że ciocia uczy dziecko brzydkich wyrazów ;)

piątek, 16 listopada 2012

czwartek, 15 listopada 2012

O mojej Babci...

W oczekiwaniu na zdjęcia, które mój Szwagier poddaje kosmetyce, żeby można je tu było bez wstydu pokazać, małe wprowadzenie.
Moja Babcia była osobą specyficzną.
Kompletnie nie pasowała do stereotypowego obrazu babci.
Zawsze chodziła w butach na obcasach, które od niej pożyczałam, bo były rewelacyjne.
Poszła ze mną po sukienką na studniówkę i kazała mi kupić najkrótsza za wszystkich ;)
Malowała usta bez użycia lusterka i mówiła, że mężczyźni są po to, żeby pracować a kobiety, żeby pachnieć.

A sposób w jaki moja Babcia piekła ciasto przeszedł do legendy.

A mianowicie robiła to tak: jeśli w przepisie było masło dawała margarynę, zamiast śmietany - mleko, bo to w zasadzie to samo...
Potem piekła ciasto... i ono oczywiście nie wychodziło...
A moja Babcie kwitowała to stwierdzeniem: "cholera ale ten przepis do dupy" ;)

Zła jestem...

No ja nie mogę!
Znowu się okazało, że jestem naiwna... jak nie powiem co, bo nie wiem co może być tak naiwne.
To już wstyd po prostu w tym wieku!
Na jakiej podstawie mogłam przypuszczać, że kiedy jest problem, nie jakiś szalenie skomplikowany, to grupa dorosłych ludzi jest w stanie go rozwiązać?
Że można porozmawiać, coś ustalić ewentualnie...
Po co?
Lepiej unikać tematu, prawda?
Bo może przyschnie...
Po raz kolejny w życiu stwierdzam, że zadawanie się z ludźmi do niczego dobrego nie prowadzi!
Tylko ma się stresy i rozczarowania.
I okazuje się po raz kolejny, że się czytało nieodpowiednie lektury w młodości.

niedziela, 11 listopada 2012

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne - listopad.

I oto następuje koniec listopadowego wyzwania fotograficznego.
Szkoda... pozostaje mi tylko czekać na grudzień ;)

A na deser mamy:
Dzień siódmy: Zielony.

I tutaj następuje pewnego rodzaju problem... bo to nie jest mój ulubiony kolor...
Jest to poniekąd usprawiedliwione, bo on też mnie nie lubi...
W większości odcieni zielonego wyglądam jak świeżo ekshumowana nieboszczka (uroczy epitet autorstwa mojego Ojca).
Dlatego zielone posiadam jedynie ręczniki ;)


Ale dla tych wszystkich, którzy zielony lubią z wzajemnością... wiele odcieni, żeby każdy mógł wybrać sobie swój ulubiony ;)





Dziękuję za miłą zabawę i za wszystkie miłe komentarze ;)


sobota, 10 listopada 2012

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne - listopad.

Dzień szósty: Bałagan.

A wcale się nie przyznam gdzie mam bałagan ;)
Nie przesadzajmy ze szczerością...

A mój Synek ma bałagan tutaj:


piątek, 9 listopada 2012

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne - listopad.

Zauważyłam, że to wyzwanie zmusza mnie do nieprzyzwoitego wręcz ekshibicjonizmu.
Dla mnie odpowiedź na pytanie, czego nie znoszę jest prosta...
Nie znoszę prać!
Mogę pościerać kurze w muzeum, pozmywać naczynia po obiedzie z trzech dań dla trzydziestu osób...
Ale jak mam prać to jestem po prostu chora.
Do tego stopnia, że kiedy mieszkałam z moja Siostrą i dali nam nową pralkę (stara się zepsuła), to nie nauczyłam się jej nigdy obsługiwać ;)

Dlatego...

Dzień piąty: Czego nie znosisz robić.




O wywiadzie i co z niego wynika.

Wczoraj moja Córka przeprowadzała ze mną wywiad, do szkoły... dziwne ;)
I miedzy innymi zapytała mnie o jakąś historię rodzinną.
Poopowiadałam jej o mojej Babci, a potem pomyślałam sobie, że moja Babcia już nie żyje a mnie szkoda by było, żeby to co mi kiedyś opowiadała zaginęło w pomroce dziejów.
Bo ja, jak byłam dzieckiem to wszystkich męczyłam: "opowiedz jak byłaś mała" i oni opowiadali mniej lub bardziej chętnie, mniej lub bardziej ciekawe historie.
I zdecydowanie najlepsza była w tym moja Babcia.
Pewnie dlatego, ze było z niej niezłe ziółko ;)

I postanowiłam opowiedzieć tutaj to co mi opowiadała, a żeby było ciekawie będzie ze zdjęciami ;)
Tak więc do poczytania i pooglądania wkrótce zapraszam... a teraz idę zdjęć poszukać.

czwartek, 8 listopada 2012

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne - listopad.

Dzisiejsza notka mogłaby nosić tytuł: Wstydliwe tajemnice z przeszłości.
A to z tego powodu, że odkąd pamiętam, marzyłam o tym, żeby mieć taki wielki kryształowy żyrandol...
No taki, co czasem wisi w holu w amerykańskich filmach...
I jakbym już miała ten żyrandol to bym te wszystkie kryształki z niego pozdejmowała i potem bym miała bardzo, bardzo dużo takich fajnych kryształków ;)

Ale nie mam... ani żyrandola, ani kryształków... 
Ale za to mam takie coś, trochę się wpisuje w rolę ;)

Tak więc, po przydługim wstępie...

Dzień czwarty: Przezroczysty ;)




Z niewiadomych przyczyn jak po raz pierwszy powiedziałam swojemu - wtedy bardzo świeżemu Mężowi, że bym chciała taki żyrandol, to był w lekkim szoku.
Może dlatego, że powiedziałam mu też, że ewentualnie mogą być diamenty - tylko dużo ;)

środa, 7 listopada 2012

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne - listopad i...


... inne miłe rzeczy.


Ale po kolei.
Na początek...

Dzień trzeci: Ulubiony dźwięk.

Mój zdecydowanie najulubieńszy dźwięk wydobywa się ze środka tej Kotki.
Ma ona bardzo sprawnie pracujący aparat do mruczenia ;)





A po drugie...
Dostałam bardzo miłe wyróżnienie od Girlsy ;)
Dziękuję ;)


I teraz muszę odpowiedzieć na 11 pytań...

1. Ulubiony cytat
"Życie to nieprzerwane pasmo niespodzianek"

2. Obcasy czy adidasy?
Trampki ;)

3. Gdzie mieszkasz i co mogłabyś polecić w tym mieście /tej miejscowości wartego zobaczenia?
Mieszkam koło Londynu i w ramach polecania proponuję Royal Botanic Gardens czyli po prostu Ogród Botaniczny w Kew.

4. Czym zajmujesz się na co dzień?
Szeroko rozumianymi zajęciami domowymi, pod warunkiem, że akurat nie wciągnęła mnie jakaś książka ;)

5. Dokończ: uwielbiam... nie znoszę... czekam na...
Uwielbiam... czytać, nie znoszę... hipokryzji, czekam na... teraz to na Męża, bo za godzinę z pracy wraca.

6. Ulubiona książka
"Mary Poppins" - za Mary,  "Julita i huśtawki"- bo fajnie się przy niej płacze, "Krystyna córka Lavransa" - za całokształt.

7. Co masz dzisiaj na obiad? :)
Musakę, której osobiście nie lubię, ale moja rodzinna z nieznanych mi powodów ją uwielbia.

8. Ulubiona bajka/film/program z dzieciństwa?
Nie mam...

9. 3 rzeczy, które masz w zasięgu wzroku?
Zegar, telefon, chusteczki.

10. Jeśli miałabyś do wyboru jedną rzecz , którą byś wybrała:  książkę, aparat fot., mp3?
Książkę, zdecydowanie książkę.

11. Jakiej muzyki najchętniej słuchasz?
W zasadzie nie słucham muzyki... jeśli już to Dżemu, ale tylko z Ryśkiem i Martyny Jakubowicz.



Okazało się, że dostałam jeszcze jedno wyróżnienie, tym razem od Magdy Fou.
Dziękuję bardzo, bardzo mi miło ;)

Ale jestem tak sprytna, ze dopiero teraz zauważyłam ;)


Czyli zapraszam na kolejne 11 pytań i 11 odpowiedzi...

1. pies czy kot?
Kot, a nawet dwa.

2. podróż marzeń
Saint Petersburg, koniecznie w czerwcu.

3. ulubione zajęcie w czasie wolnym
Czytanie.

4. imię pierwszej miłości
Yyyy... nie wiem...

5. co Cię najbardziej irytuje?
Niektórzy ludzie.

6. co najbardziej lubisz w sobie?
Nos ;)

7. czy polityka Cię denerwuje, czy kompletnie nie wzrusza?
Kompletnie nie wzrusza.

8. jakiego przedmiotu najbardziej nie lubiłaś w szkole?
W-Fu :p

9. piosenka, której nie możesz słuchać z obojętnością
"Już jest za późno" SDM.

10.  jaki prezent chciałabyś dostać pod choinkę?
Nie wiem.

11. czego najbardziej się boisz?
Gołębi (serio).



W zasadach stoi jeszcze, że muszę nominować 11 osób i zadać im 11 pytań, ale obawiam się, że to niemożliwe z różnych względów.

Dziękuję za uwagę ;)






wtorek, 6 listopada 2012

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne - listopad.

Dzień drugi: Słodkie.

Wiele jest słodkich rzeczy w moim życiu...
Myślałam, że dziś znajdzie się tu zdjęcie mojego porannego Synka, który właśnie rano jest wyjątkowo słodki i przytulny...
Ale potem, w ramach wychodnego (znaczy nieletni spędza czas z Tatusiem, a mamusia ma wolne), wybrałam się z moją Siostrą i Córką (która osiągnęła już przyzwoity wiek) na Camden Town i zachciało nam się Hot Apple & Cinnamon...
Rany,  jakie to było słodkie...

Niniejszym przedstawiam: najsłodsze ze słodkich ;)




poniedziałek, 5 listopada 2012

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne - listopad.

Kolejny miesiąc i rozpoczęło się kolejne Wyzwanie Fotograficzne na blogu Uli.




I o mały figiel by mnie ominęło, ale w porę się zreflektowałam.
Chciałam sobie banerek włożyć na bloga, ale mnie przerosło ;)


Dzień pierwszy: Twoje dłonie.
Znaczy moje ;)

Lubię patrzeć na ludzkie dłonie.
Najpiękniejsze dłonie jakie znam ma moja osobista Mamusia (ona oczywiście wcale się z moim zdaniem nie zgadza), ja niestety tego kawałka genów po niej nie odziedziczyłam... ja odziedziczyłam małe dłonie po mojej Babci.
Jak pomaluję paznokcie to wyglądam jak dziewczynka na balu w przedszkolu - serio :p





5th November.

Remember, remember the fifth of November
The Gunpowder Treason and Plot
I know of no reason,
Why Gunpowder Treason
Should ever be forgot...

piątek, 2 listopada 2012

Z archiwum part 2

12 marca 2009

Ich wzajemne kontakty na samym początku były... nie w zasadzie nie było ich wcale.
Podchodzili do siebie obojętnie.
Potem Młody Odkrywca zaczął się interesować Dzikim Zwierzęciem...
Najpierw z racji swej niedużej mobilności na odległość.
Potem mobilność się zwiększyła ale Dzikie Zwierze nadal było szybkie i nie miało ochoty na bycie "odkrywanym".
Z biegiem czasu Odkrywca wydał się Zwierzęciu ciekawszy - potrafił otworzyć szufladę i nie zabraniał wyrzucać jej zawartości na podłogę.
Zaowocowało to znacznie bliższymi kontaktami i stanowczo więcej rzeczy opuściło swoje miejsce...
Obecnie wzajemne kontakty Młodego Odkrywcy i Dzikiego Zwierzęcia osiągnęły kolejny stopień.
I o ile kontrolne sprawdzanie czy oczko i nos są na miejscu nie robi większego wrażenia na poddawanemu kontroli Zwierzęciu, to już ciągnięcie za ogon powoduje serię klapsów łapką a nawet ostrzegawcze gryźnięcia. 

A ja sobie czekam ze ściereczka, bo albo On Jej ten ogon urwie albo Ona Go naprawdę ugryzie - to ja krew pościeram. ;)

środa, 31 października 2012

Archiwalnie.

Dawno, dawno temu miałam blog na Onecie.
Pięć lat temu, potem przeniosłam się tutaj.
A dziś stwierdziłam, że cześć notek przeniosę tutaj a resztę po prosty skasuję.
A żeby było zabawnie to będę je przenosić bez zachowania chronologii.

Czyli zapraszam na notkę archiwalną nr 1.





25 marca 2009

Moja Córka ma niezwykłą awersję do kapci.
Przypominania Jej o tym żeby nie chodziła boso mam już po kokardę!
Pewnego dnia mówię do niej :
- Młoda Twoje kapcie się o Ciebie pytały...
Na co Ona :
- To im powiedz, że mnie nie ma!
No toż to szczyt po prostu...

Młody osiągnął trudną umiejętność poruszania się w pozycji wyprostowanej.
Wygląda to mniej więcej tak :
- wstaje z podłogi w dowolnym punkcie mieszkania
- ustawia właściwie środek ciężkości
- bije sobie "brawo" w uznaniu dla zasług i dla zachęty
- i rusza przed siebie
Jeśli po drodze nie wydarzy się nic ciekawego dochodzi do celu...
W innym przypadku opada "na cztery" i leci.
Wszak "na czterech" szybciej! 

wtorek, 30 października 2012

...


Dziękuję za każdy dzień, w którym pokazywałaś jak można i trzeba pięknie żyć.


poniedziałek, 29 października 2012

Rozważania przy poniedziałku.

Dzisiaj będzie o modzie.

Tutaj zostawiamy chwilkę dla tych wszystkich, którzy mnie znają żeby mieli czas na otrząśnięcie się z szoku...

Już?
No to kontynuujmy.
Ostatnio ile razy zerknę w internet natykam się na:
- "Czego nie powinna nosić trzydziestolatka."
- "12 rzeczy, które powinna mieć w szafie trzydziestolatka."
- "7 rzeczy, których nie powinnaś mieć w szafie" (rozumiem, że bez względu na wiek).
- "Modowe przestępstwa."
- "10 rzeczy, których mężczyźni nie znoszą w damskiej garderobie."
I inne tego typu kwiatki.

Więc tak się zastanawiam, skąd oni to wiedzą?
Co powinnam, a czego nie powinnam...
Jakieś sondaże robią, czy piszą to co im do głowy przychodzi?
Przecież każdy jest inny, prawda?
To dlaczego po przekroczeniu magicznego wieku trzydziestu lat nagle muszę coś mieć w szafie albo czegoś zdecydowanie nie powinnam?
Dobrze, że nie sprawdzają...
Mogłyby chodzić takie patrole, najpierw sprawdzać dowód potem szafę.
I mandacik ;)

A czego mężczyźni szukają w damskiej garderobie to już w ogóle nie rozumiem...



wtorek, 23 października 2012

Album...

... ciążowy.
Chyba pierwszy w moim życiu.
Dla mojej Siostry, młodszej, co sobie obecnie chodzi w ciąży.



W środku w zasadzie pusto - dlatego nie ma zdjęć.
A pusto, żeby Mila miała wolność,  już wystarczy, że wnętrze z przewagą różowego ;)

niedziela, 14 października 2012

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne.

Dzień siódmy: Ulubione w weekend.

Po rzetelnym zastanowieniu stwierdziłam, że najbardziej w weekend lubię chodzić do ZOO ;)
Bo ja generalnie strasznie lubię chodzić do ZOO, do tego stopnia, że nawet sprawiliśmy sobie roczny bilet ;)
I latem chodziliśmy tam co niedzielę ;)




Strasznie szkoda, że skończył się tydzień z wyzwaniem, ale dzięki niemu odkryłam nowe, ciekawe miejsca ;)

sobota, 13 października 2012

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne.

Dzień szósty: Zapach.


Zdecydowanie moim ulubionym zapachem jest zapach nowych książek ;)





Bardzo dziękuję za wszystkie miłe słowa o moim "stołowym" kocie ;)

piątek, 12 października 2012

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne.

Dzień piąty: Z dołu.

Dzisiejsze zdjęcie jest dowodem na to, że nawet coś co normalnie doprowadza cię do szału może się czasem przydać.

Mam w kuchni szklany stół, którego nienawidzę i nic nie mogę z nim zrobić bo jest na wyposażeniu.
Ale dziś okazało się, że i taki stół może się do czegoś przydać.
Zwabiłam kota na stół przy pomocy pasztetu, który uwielbia, sama weszłam pod stół i...
... mamy zdjęcie z dołu ;)





czwartek, 11 października 2012

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne.



Długo się zastanawiałam, co jest dla mnie cenne.
Nie dlatego, że jest tego mało, wręcz przeciwnie jest tego bardzo, bardzo dużo.
A im dłużej myślałam tym było to bardziej skomplikowane...

Ale dałam radę ;)

Stwierdzam, że najcenniejszy jest dla mnie czas spędzany razem.
Zwykle każdy z nas ma mnóstwo zajęć i tak naprawdę żeby być razem musimy gdzieś wyjechać.
A nasze wspólne wyjazdy nie są wcale takie zwyczajne...
Jedziemy zwiedzać fikcyjną katedrę albo zapominamy się wymeldować z hotelu (a obsługa nie zauważa, że już powinno nas nie być)...
Nasza córka już tradycyjnie, przed wyjazdem zastanawia się co nam się tym razem przydarzy...





środa, 10 października 2012

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne.

Dzień trzeci: Na stole.


Dzisiaj nie będzie jedzenia ;)

Stoły w naszym domu są, nawet kilka... ale dziś na zdjęciu wystąpi ława z saloonu.
A dlaczego?
Bo jest największa i tylko ona jest w stanie pomieścić DZIEŁO.
Powstaje ono już od kilku dni i potrzeba do niego kilometrów taśmy klejącej, klej się nie sprawdza.




Tak więc dostarczam taśmy, dziecko tworzy, a ja mam święty spokój ;)


wtorek, 9 października 2012

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne.

Dzień drugi: Jesień.

U mnie śliwkowo.
Uwielbiam śliwki i nieodmiennie kojarzą mi się z jesienią.





Jakoś mi się jedzeniowo wszystko kojarzy ;)

poniedziałek, 8 października 2012

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne.

Dzisiaj rusza kolejne Wyzwanie Fotograficzne na blogu Uli.


Postanowiłam wziąć w nim udział i mam nadzieję, że mi się uda i żadne nieprzewidziane okoliczności (przecież nie napiszę, że chodzi tu o moje lenistwo) mi nie przeszkodzą ;)

Dzień 1: 3 rzeczy.

U mnie są to rzeczy bez których nie wyobrażam sobie życia:
- książka,
- zielona herbata w moim kubku,
- zielone jabłka Granny Smith - moje ulubione.




A na ścianie.

Mogłabym skłamać, ze jest to mój całkowicie prywatny, autorski pomysł.
To skłamię: to jest mój całkowicie prywatny, autorski pomysł ;)

Takie sobie powiesiłam w saloonie, na ścianie.
Kolejno występują dłonie:


Aurelki  Mikołajka
Moja  Rafała 



Inspiracja z netu, adaptacja moja ;)

niedziela, 7 października 2012

Rozmowy przed spaniem.

Wieczór późny.
Państwo Sz. idą spać.
Ja: Czemu w tym łóżku jest tyle piasku?
Mąż mój: Ty się ciesz, że ziemi nie ma...
Ja: Jakby ziemia była, to mogłabym powiedzieć, że jestem właścicielka ziemska. A tak to co?
Mąż mój: Piaskowy ludek?

sobota, 6 października 2012

piątek, 21 września 2012

Przestawianie.

Przestawiam meble...
Jak wiadomo, kiedy człowiek wprowadza się do jakiegoś mieszkania musi w nim poustawiać swój dobytek.
No chyba, że takowego nie posiada, ale w dzisiejszych czasach to się raczej nie zdarza - dlatego zakładamy, że musi.
Więc się wprowadziliśmy i rozlokowaliśmy... i pojechaliśmy na wakacje, a teraz przestawiam.
Jak wiadomo jest wiele szkół pomieszkiwania...
Niektórzy ludzie co najmniej raz w miesiącu muszą coś przestawić, bo inaczej są sfrustrowani.
Inni z kolei ustawiają meble i potem dopiero ich wnuki ewentualnie mogą je przestawić, pod warunkiem, że do tego czasu nie zapuściły korzeni ;)
A ja przestawiam tak długo aż meble znajdą się tam gdzie podobają mi się najbardziej i tam już zostają.
A ponieważ muszę to robić "na żywca"- znaczy meblami, bo inaczej nie działa to... będziemy nosić ;)

wtorek, 11 września 2012

Dialogi wakacyjne.

Dialog pierwszy.
Rzecz dzieje się w Muzeum Rybołówstwa  na Helu.

Babcia, kupuje bilety: Jedna młodzież, sześć sztuk starszej młodzieży i dwa maluchy...
Pani od biletów: A jakie te maluchy?
Niko: Jeden notmalny, jeden rudy...

Pani się zachwyciła ;)


Dialog drugi.
Pod budka z goframi.

Ja: Wojtuś je suche ciasteczko?
Mila: Nie, Wojtuś jadł bitą śmietanę.
Ja: Wojtusiu, jadłeś bita śmietanę?
Wojtuś: Ne, ne.
Mila: Wojtuś, przecież jadłeś bitą śmietanę.
Wojtuś (zdecydowanie): Ne, ne!

I kto tu zmyśla?


Dialog trzeci.
Znam go jedynie z opowiadań.

Babcia: Niko, a ty wiesz co to znaczy, ze Wojtuś jest rudy?
Niko: Nie...
Babcia: To znaczy, że on ma taki kolor włosków.
Niko: A jak się nazywa mój kolor włosków?
Babcia: Ciemny blond.
Niko: Ładnie...

czwartek, 28 czerwca 2012

Śniadaniowo.

Moje młodsze dziecko budzi się o godzinie nieprzyzwoitej, starsze w zasadzie też, ale ono jest już samowystarczalne.
Młodsze za to, natychmiast po otwarciu oczu, potrzebuje śniadanka.
Podskakuje nade mną, swoją biedną matką, która o 6.30, jak przyzwoity człowiek śpi, z okrzykami tej treści :
- Mamusiu, mamusiu, śniadanko! Mamusiu, szybciutko, szybciutko! Śniadanko, śniadanko!
Nooo, nie jestem wtedy szybciutka ;)
Jak tatuś nie zbiera się właśnie do pracy odsyłam "pociechę" do tatusia, ale tak fajnie to jest tylko 2 razy w tygodniu.
Dziś tak nie było... więc pytam:
- co chcesz na śniadanko?
Niko: Jest chlebek?
Ja: Jest.
Niko: Jest masełko?
Ja: Jest.
Niko: To płatki!



piątek, 8 czerwca 2012

I jeszcze jeden...

... i jeszcze raz ;)
Kolejny kolażyk.





Tło z metrowych biletów z Paryża, pomaziane białą farbą, popieczątkowane na niebiesko folią bąbelkową.

czwartek, 7 czerwca 2012

Kolażowo mi ;)

Kolejny kolaż.
Tym razem transfer - średnio udany ale mnie się podobał ;)
I takie fajne coś, co nie wiem jak się nazywa...



środa, 6 czerwca 2012

Pokolażujmy sobie...

Deszczowo u nas, a jak wiadomo w czasie deszczu...
... trzeba sobie jakoś czas zorganizować ;)
Tak więc sobie zorganizowałam.
I zajęłam się cięciem, malowaniem i klejeniem.
A oto efekty...
Efekt pierwszy:





Wbrew wyznaniu na kolażu, ja nie "wyskakuję z szufladki" - jestem zbyt drewniana, ale nad tym pracuję   ...

Kolejne efekty deszczowego popołudnia wkrótce ;)

czwartek, 31 maja 2012

Poetycko, part 2.

I znów wierszujemy...




Historie miłosne
Wyjątkowi
Zaklęci w czasie
Wszystko co najważniejsze...
Kocham Cię.





Tchnienie śniegu i popiołu
Zimowe zjawy
Wciąż mnie prześladują
Szare śniegi Syberii
Świat bez końca.

środa, 30 maja 2012

Poetycko...

..."napisz wiersz grzbietowy z tytułów książek" przeczytałam w ostatni piątek na Collage Caffe.
Napisałam.
I to nie jeden, dotychczas trzy.
I coś czuję, że na tym się nie skończy ;)



Dziewczyna...
Uwięziona w bursztynie
Ostatnia królowa.




Ja
Bezduszna
Ludzie z wosku
A lasy wiecznie śpiewają.




Milczący zamek
Kruchy dom duszy
Grobowiec
Istoty ciemności.

sobota, 26 maja 2012

piątek, 25 maja 2012

Ja i Ty.

Moje dzisiejsze odkrycie muzyczne ;)

niedziela, 20 maja 2012

Ananiasz.

Miałam niejasne przeczucie, że moja Siostra jest Ananiaszem*...
Teraz mam pewność!
A skąd ja mam?
A stąd, że ona właśnie przed chwilą opowiedziała mi co jej się śniło.
A mianowicie:
Śniło jej się, że miała na komputerze wirusa, który wyświetlał jej zdjęcia gołych Japończyków.
Ale bynajmniej nie to ją zmartwiło najbardziej, najbardziej zmartwiło ją, że wirus zeżarł jej wszystkie zdjęcia a Ona nie zdążyła wysłać zadania domowego na kurs fotograficzny, na który się zapisała ;)

*Ananiasz postać z "Mikołajka", wyjątkowy kujonek (jakby ktoś nie wiedział).

piątek, 18 maja 2012

Oczy...

Wieczór.
Leżymy w lóżku - ja i Niko i prowadzimy miłe, przedsenne rozmowy.
Niko: Masz ładne oczy, podobają mi się.
Ja: Ty też masz ładne oczy.
Niko: Ja bym chciał mieć takie duże oczy, niebieskie i błyszczące.
Ja: Ale ty masz właśnie takie oczy.
Niko: Ale ja bym chciał bardziej.
Ja: To musisz już spać, jak się dużo śpi to się ma ładne oczy.
Niko: René dużo śpi...

Bez komentarza ;)

sobota, 12 maja 2012

Kino.

Film, na którym byłam niedawno w kinie i niesamowicie mi się spodobał - "Artysta".
ATC na wyzwanie u Scrapujących Polek.




Dużo czarnego, zdjęcie z kinowej gazetki i mój ulubiony Glossy accents ;)

Chicago.

Byłam wczoraj w teatrze, na musicalu.
W uroczym towarzystwie, na rewelacyjnym przedstawieniu.
Jeszcze jestem pod wrażeniem ;)
Było super po prostu.

wtorek, 8 maja 2012

Wakacyjny album ;)

Jak wiadomo niedługo wakacje ;)
W związku z tym postanowiłam zająć się zdjęciami z zeszłorocznych.
A oto efekty...

Okładka:




I trochę ze środka:





































Album na kanwie malarskiej, tuszowany Distressami na brązowo i niebiesko.