czwartek, 29 listopada 2012

Z archiwum part 3

Ponieważ dziś się stanowczo nie wyspałam, będzie o niewyspaniu - kolejna notka archiwalna.
Z bardzo dawnych czasów - mój Syn był wtedy osobnikiem pięciomiesięcznym ;)

03 lipca 2008

Matki niemowlaków są strasznie niewyspane...
Mój Syn jak codziennie obudził się świtkiem na swoją porcję mleczka, zjadł i poszedł grzecznie spać.
Potem obudził się w okolicy godziny siódmej i zajął się oglądaniem swoich nóżek przyodzianych w śpioszki z mordkami piesków na stopach - bardzo interesujące...
A tymczasem:
*Kotu przypomniało się, że mnie strasznie kocha i natychmiast musi mi to okazać miziając się pyszczkiem o moją twarz,
*mój Mąż zapytał mnie kilka razy czy śpię, kiedy zapytałam która godzina jakoś przeszło mu zainteresowanie odnośnie moich poczynań...
*mojej Córce zaginęła w pomroce dziejów czerwona bluzka i mamusia jako jedyna osoba w domu mogła wiedzieć coś o bluzce i pomroce, należało więc zapytać...
A potem była ósma i musiałam wstać.

Matki niemowlaków są naprawdę strasznie niewyspane...

środa, 28 listopada 2012

Taka sobie bajeczka.

Żyła sobie kiedyś księżniczka.
Była - jak to jest przyjęte u księżniczek - pełna zalet.
Była miła, grzeczna, urocza, ale nie brakowało jej również lotnego umysłu (co u księżniczek czasami przeszkadza).
Księżniczka częściej spędzała czas w bibliotece niż gdziekolwiek indziej.
I stało się, że ludzie życzliwi księżniczce zaczęli się martwić!
Bo jakże to, księżniczka osiągnęła wiek odpowiedni do zamążpójścia, a tu nie dość, że za mąż nie idzie  
to nawet się jakoś nie szykuje do drogi.
To źle - stwierdzili - trzeba księżniczce pomóc!
Być może kurz z biblioteki zasypał jej zegar biologiczny i biedna księżniczka nie wie, że za mąż powinna.
Między nami mówiąc kurz księżniczce niczego nie przysypał, ona miała po prostu inne pryncypia.
I jakoś nie czuła powołania do rychłego zamążpójścia (może to była wina tego jej umysłu!).
Nikt nie brał jednak pod uwagę faktycznych potrzeb księżniczki i - co z bólem stwierdzam - księżniczka była w tej kwestii nieprzystojnie i bez taktu nagabywana (znaczy swatali ja zwyczajnie).
Miejmy tylko nadzieję, że księżniczka nie ulegnie presji i nie wyjdzie za mąż za księcia, którego tata ma fajny zamek.
Życzmy księżniczce, żeby wyszła za człowieka, który ma zalety, nie wymienialne na skarby, zamki czy stadninę, tudzież inne bogactwa!
Bo w gruncie rzeczy chodzi przecież o to, żeby księżniczka była szczęśliwa!


niedziela, 25 listopada 2012

Co na obiad?

Nie, nie martwcie się nie będę układać jadłospisu na cały tydzień ;)
Ale będzie o jedzeniu... albo raczej o niejedzeniu.
Stwierdzam, że to okropnie skomplikowane ugotować obiad mojej rodzinie.
Jest ich co prawda tylko troje prócz mnie, ale...
Mój Mąż w zasadzie je wszystko, pod warunkiem, ze to jest mięso ;)
Moja Córka nie jada:
- nic tłustego,
- żadnych gotowanych warzyw, a już na przykład surowe jada prawie wszystkie, nawet ziemniaki*
- żadnych zup prócz ogórkowej i pomidorowej.
Za to mój Syn czasem je wszystko, a czasem przez trzy dni je tylko płatki z mlekiem na każdy posiłek, albo chleb z pasztetem.
I w zasadzie nigdy nie wiadomo jaki obecnie ma etap ;)

I co?
I weź człowieku ugotuj obiad, żeby każdy był zadowolony... i żeby był to obiad właściwie zbilansowany :p

*Tak, moja Córka je ziemniaki na surowo.
Zaczęła jak miała około półtora roku i lubi do nadal.
Nigdy jej nie zaszkodziły, nigdy nie miała tez po nich temperatury (a podobno się ma).
Mój Syn też je ziemniaki na surowo.
Takie mam dziwne te dzieci ;)
 

sobota, 24 listopada 2012

Prząśniczka.

Dziś będzie o tym jak to niewłaściwe lektury w młodości wpływają na rozwój wyobraźni.

Jest taka pieśń Stanisława Moniuszki za słowami Jana Czeczota:
"U prząśniczki siedzą jak anioł dzieweczki,
Przędą sobie przędą jedwabne niteczki..."

I moja wyobraźnia karmiona przeróżnymi lekturami ukazuje mi te biedne dzieweczki pilnowane przez jakiegoś harpagona (prząśniczkę).
W zależności od potrzeb jest ona grubą ropuchą z brodawkami, albo chudą, zasuszoną jędzą.
Ale jakby tam nie wyglądała, ciemięży te biedaczki, bo jest ich szefowa i może, albo i lubi...
A tymczasem gdybym tak sobie poczytała słownik, to bym wiedziała, ze nie tak się sprawy mają...

A to dlatego, że jak podaje Słownik Języka Polskiego:
Prząśnica (prząśniczka) jest to rodzaj kołowrotka w postaci wąskiej deseczki, do której przywiązuje się przędziwo.

Mało romantyczne, prawda?
I nie działa tak na wyobraźnię jak szefowa - ciemiężycielka...
No cóż mnie też było przykro, ale trudno za wiedzę się płaci!

Zawsze mogę udawać, że nie wiem jak się sprawy mają i dalej sobie wyobrażać ;)

piątek, 23 listopada 2012

Nie ogarniam.

No po prostu nie mogę!!!
Ile lat mają dzieci, które piszą po ścianach w domu zamiast na kartce?
Moja Sąsiadka ma półtorarocznego chłopca - on pisze.
Ja mam chłopca pięcioletniego i jak się właśnie przed chwilą okazało - on też pisze.
Całą ścianę nad łóżkiem mi popisał, pisaczkiem w kolorze szarym...
Jego starsza siostra, kiedy była w analogicznym wieku, namalowała mi ślimaczki  na świeżutkiej tapecie w salonie nad kanapą...
Co ciekawe, żadne z nich wcześniej nie przejawiało najmniejszej ochoty do pisania po ścianach.

Jak ja mam to rozumieć?
Jakieś opóźnienia mają rozwojowe?

Mój Londyn czyli Polka na Obczyźnie

Jakiś czas temu natknęłam się na Coś bardzo fajnego ;)
Zapisałam się szybciutko i... dzisiejsza notka to odpowiedzi na pytania zadane przez inicjatorkę pomysłu - Matkę założycielkę, że tak powiem ;)

1. imię/kraj/miasto
Paulina/Wielka Brytania/Londyn






2. najfajniejsze
Panujący ogólny luz... Każdy, bez względu na wiek, gabaryty i porę roku ubiera się tak jak chce.
I nikogo to nie dziwi. A nie, przepraszam, dziwi to Polaków.
Jak sobie kupiłam pomarańczowe buty, to kolega z pracy (Polak) powiedział, że ubieram się jak Murzynka ;)


3. najpiękniejsze
Parki - mój ulubiony Regent's Park, pałace - szczególnie Hampton Court i Leeds Castle.
A przede wszystkim Royal Botanic Gardens w Kew, który niezmiennie i wciąż mnie zachwyca.


4. ciekawe
Długo się zastanawiałam nad tym punktem i szczerze powiedziawszy nie wiem... 
Generalnie jest tu ciekawie, ludzie maja zupełnie inna mentalność niż w Polsce.
Na przykład - kolejki do autobusu. Wszyscy stoją  a kiedy autobus podjedzie po kolei do niego wschodzą ;) I jeszcze to, ze kiedy kierowca stwierdzi, że autobus jest już pełen po prostu zamyka drzwi, a ludzie na przystanku czekają na kolejny autobus. Może jest tak dlatego, ze tutaj autobusy w godzinach szczytu jeżdżą bardzo często.


5. coś pysznego
Zdecydowanie NIE angielskie jedzenie. Ale z powodu tego, że w Londynie w zasadzie najmniej jest Anglików, za to jest wiele innych narodów można spróbować wielu ciekawych potraw...


6. uwielbiam
 Camden Town.
 Za klimat, ludzi, których można tam spotkać i wszystko co można tam kupić albo tylko pooglądać.  Teatry.
Za musicale. Bo ja uwielbiam musicale i mam nadzieję kiedyś zobaczyć wszystkie grane na West Endzie (albo przynajmniej większość). 

7. nie cierpię
Tego, że jest strasznie mało koszy na śmieci i muszę przez pół miasta łazić z papierkiem, kubkiem po kawie czy innym śmieciem...


8. do pozazdroszczenia
Muzea. Że dużo, że w większości za darmo, że można "podotykać" - to się chyba nazywa multimedialne... Moje dzieci kochają do nich chodzić.


9. dziwaczne
Dwa kurki, jeden z ciepłą a drugi z zimną wodą to jest dziwne... ale najdziwniejsze dla mnie jest to, że czasem jak już jest jeden kurek to woda z niego leci dwoma strumieniami - ciepłym i zimnym, i się nie miesza

10. brakuje mi tutaj
Mojej ulubionej księgarni ;)



Jeśli dotarłeś aż tutaj, dodam jeszcze, że zdjęcia są autorstwa mojego Męża ;)

wtorek, 20 listopada 2012

Coś niebieskiego.


Powracam powoli do świata scrapujących ;)
Ostatnio wzięłam udział w wymianie ATC u Scrapujących Polek.
Temat: Coś niebieskiego.
W moim przypadku pawie ;)





A ja dostałam od Inki aż 2 ATC i mnóstwo innych ślicznych rzeczy, między innymi kartkę z Katowic, której zazdrości mi moja Siostra ;)

poniedziałek, 19 listopada 2012

Brzydkie wyrazy.

Jedziemy samochodem...
Niko: Kurde i zapomniałem!
Ja: Mikołaj czemu Ty mówisz takie brzydkie wyrazy? Od kogo Ty się tego nauczyłeś?
Niko: Nie wiem... "cholera jasna" to od Emilki, ale "kurde" to nie wiem...

I okazało się, że ciocia uczy dziecko brzydkich wyrazów ;)

piątek, 16 listopada 2012

czwartek, 15 listopada 2012

O mojej Babci...

W oczekiwaniu na zdjęcia, które mój Szwagier poddaje kosmetyce, żeby można je tu było bez wstydu pokazać, małe wprowadzenie.
Moja Babcia była osobą specyficzną.
Kompletnie nie pasowała do stereotypowego obrazu babci.
Zawsze chodziła w butach na obcasach, które od niej pożyczałam, bo były rewelacyjne.
Poszła ze mną po sukienką na studniówkę i kazała mi kupić najkrótsza za wszystkich ;)
Malowała usta bez użycia lusterka i mówiła, że mężczyźni są po to, żeby pracować a kobiety, żeby pachnieć.

A sposób w jaki moja Babcia piekła ciasto przeszedł do legendy.

A mianowicie robiła to tak: jeśli w przepisie było masło dawała margarynę, zamiast śmietany - mleko, bo to w zasadzie to samo...
Potem piekła ciasto... i ono oczywiście nie wychodziło...
A moja Babcie kwitowała to stwierdzeniem: "cholera ale ten przepis do dupy" ;)

Zła jestem...

No ja nie mogę!
Znowu się okazało, że jestem naiwna... jak nie powiem co, bo nie wiem co może być tak naiwne.
To już wstyd po prostu w tym wieku!
Na jakiej podstawie mogłam przypuszczać, że kiedy jest problem, nie jakiś szalenie skomplikowany, to grupa dorosłych ludzi jest w stanie go rozwiązać?
Że można porozmawiać, coś ustalić ewentualnie...
Po co?
Lepiej unikać tematu, prawda?
Bo może przyschnie...
Po raz kolejny w życiu stwierdzam, że zadawanie się z ludźmi do niczego dobrego nie prowadzi!
Tylko ma się stresy i rozczarowania.
I okazuje się po raz kolejny, że się czytało nieodpowiednie lektury w młodości.

niedziela, 11 listopada 2012

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne - listopad.

I oto następuje koniec listopadowego wyzwania fotograficznego.
Szkoda... pozostaje mi tylko czekać na grudzień ;)

A na deser mamy:
Dzień siódmy: Zielony.

I tutaj następuje pewnego rodzaju problem... bo to nie jest mój ulubiony kolor...
Jest to poniekąd usprawiedliwione, bo on też mnie nie lubi...
W większości odcieni zielonego wyglądam jak świeżo ekshumowana nieboszczka (uroczy epitet autorstwa mojego Ojca).
Dlatego zielone posiadam jedynie ręczniki ;)


Ale dla tych wszystkich, którzy zielony lubią z wzajemnością... wiele odcieni, żeby każdy mógł wybrać sobie swój ulubiony ;)





Dziękuję za miłą zabawę i za wszystkie miłe komentarze ;)


sobota, 10 listopada 2012

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne - listopad.

Dzień szósty: Bałagan.

A wcale się nie przyznam gdzie mam bałagan ;)
Nie przesadzajmy ze szczerością...

A mój Synek ma bałagan tutaj:


piątek, 9 listopada 2012

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne - listopad.

Zauważyłam, że to wyzwanie zmusza mnie do nieprzyzwoitego wręcz ekshibicjonizmu.
Dla mnie odpowiedź na pytanie, czego nie znoszę jest prosta...
Nie znoszę prać!
Mogę pościerać kurze w muzeum, pozmywać naczynia po obiedzie z trzech dań dla trzydziestu osób...
Ale jak mam prać to jestem po prostu chora.
Do tego stopnia, że kiedy mieszkałam z moja Siostrą i dali nam nową pralkę (stara się zepsuła), to nie nauczyłam się jej nigdy obsługiwać ;)

Dlatego...

Dzień piąty: Czego nie znosisz robić.




O wywiadzie i co z niego wynika.

Wczoraj moja Córka przeprowadzała ze mną wywiad, do szkoły... dziwne ;)
I miedzy innymi zapytała mnie o jakąś historię rodzinną.
Poopowiadałam jej o mojej Babci, a potem pomyślałam sobie, że moja Babcia już nie żyje a mnie szkoda by było, żeby to co mi kiedyś opowiadała zaginęło w pomroce dziejów.
Bo ja, jak byłam dzieckiem to wszystkich męczyłam: "opowiedz jak byłaś mała" i oni opowiadali mniej lub bardziej chętnie, mniej lub bardziej ciekawe historie.
I zdecydowanie najlepsza była w tym moja Babcia.
Pewnie dlatego, ze było z niej niezłe ziółko ;)

I postanowiłam opowiedzieć tutaj to co mi opowiadała, a żeby było ciekawie będzie ze zdjęciami ;)
Tak więc do poczytania i pooglądania wkrótce zapraszam... a teraz idę zdjęć poszukać.

czwartek, 8 listopada 2012

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne - listopad.

Dzisiejsza notka mogłaby nosić tytuł: Wstydliwe tajemnice z przeszłości.
A to z tego powodu, że odkąd pamiętam, marzyłam o tym, żeby mieć taki wielki kryształowy żyrandol...
No taki, co czasem wisi w holu w amerykańskich filmach...
I jakbym już miała ten żyrandol to bym te wszystkie kryształki z niego pozdejmowała i potem bym miała bardzo, bardzo dużo takich fajnych kryształków ;)

Ale nie mam... ani żyrandola, ani kryształków... 
Ale za to mam takie coś, trochę się wpisuje w rolę ;)

Tak więc, po przydługim wstępie...

Dzień czwarty: Przezroczysty ;)




Z niewiadomych przyczyn jak po raz pierwszy powiedziałam swojemu - wtedy bardzo świeżemu Mężowi, że bym chciała taki żyrandol, to był w lekkim szoku.
Może dlatego, że powiedziałam mu też, że ewentualnie mogą być diamenty - tylko dużo ;)

środa, 7 listopada 2012

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne - listopad i...


... inne miłe rzeczy.


Ale po kolei.
Na początek...

Dzień trzeci: Ulubiony dźwięk.

Mój zdecydowanie najulubieńszy dźwięk wydobywa się ze środka tej Kotki.
Ma ona bardzo sprawnie pracujący aparat do mruczenia ;)





A po drugie...
Dostałam bardzo miłe wyróżnienie od Girlsy ;)
Dziękuję ;)


I teraz muszę odpowiedzieć na 11 pytań...

1. Ulubiony cytat
"Życie to nieprzerwane pasmo niespodzianek"

2. Obcasy czy adidasy?
Trampki ;)

3. Gdzie mieszkasz i co mogłabyś polecić w tym mieście /tej miejscowości wartego zobaczenia?
Mieszkam koło Londynu i w ramach polecania proponuję Royal Botanic Gardens czyli po prostu Ogród Botaniczny w Kew.

4. Czym zajmujesz się na co dzień?
Szeroko rozumianymi zajęciami domowymi, pod warunkiem, że akurat nie wciągnęła mnie jakaś książka ;)

5. Dokończ: uwielbiam... nie znoszę... czekam na...
Uwielbiam... czytać, nie znoszę... hipokryzji, czekam na... teraz to na Męża, bo za godzinę z pracy wraca.

6. Ulubiona książka
"Mary Poppins" - za Mary,  "Julita i huśtawki"- bo fajnie się przy niej płacze, "Krystyna córka Lavransa" - za całokształt.

7. Co masz dzisiaj na obiad? :)
Musakę, której osobiście nie lubię, ale moja rodzinna z nieznanych mi powodów ją uwielbia.

8. Ulubiona bajka/film/program z dzieciństwa?
Nie mam...

9. 3 rzeczy, które masz w zasięgu wzroku?
Zegar, telefon, chusteczki.

10. Jeśli miałabyś do wyboru jedną rzecz , którą byś wybrała:  książkę, aparat fot., mp3?
Książkę, zdecydowanie książkę.

11. Jakiej muzyki najchętniej słuchasz?
W zasadzie nie słucham muzyki... jeśli już to Dżemu, ale tylko z Ryśkiem i Martyny Jakubowicz.



Okazało się, że dostałam jeszcze jedno wyróżnienie, tym razem od Magdy Fou.
Dziękuję bardzo, bardzo mi miło ;)

Ale jestem tak sprytna, ze dopiero teraz zauważyłam ;)


Czyli zapraszam na kolejne 11 pytań i 11 odpowiedzi...

1. pies czy kot?
Kot, a nawet dwa.

2. podróż marzeń
Saint Petersburg, koniecznie w czerwcu.

3. ulubione zajęcie w czasie wolnym
Czytanie.

4. imię pierwszej miłości
Yyyy... nie wiem...

5. co Cię najbardziej irytuje?
Niektórzy ludzie.

6. co najbardziej lubisz w sobie?
Nos ;)

7. czy polityka Cię denerwuje, czy kompletnie nie wzrusza?
Kompletnie nie wzrusza.

8. jakiego przedmiotu najbardziej nie lubiłaś w szkole?
W-Fu :p

9. piosenka, której nie możesz słuchać z obojętnością
"Już jest za późno" SDM.

10.  jaki prezent chciałabyś dostać pod choinkę?
Nie wiem.

11. czego najbardziej się boisz?
Gołębi (serio).



W zasadach stoi jeszcze, że muszę nominować 11 osób i zadać im 11 pytań, ale obawiam się, że to niemożliwe z różnych względów.

Dziękuję za uwagę ;)






wtorek, 6 listopada 2012

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne - listopad.

Dzień drugi: Słodkie.

Wiele jest słodkich rzeczy w moim życiu...
Myślałam, że dziś znajdzie się tu zdjęcie mojego porannego Synka, który właśnie rano jest wyjątkowo słodki i przytulny...
Ale potem, w ramach wychodnego (znaczy nieletni spędza czas z Tatusiem, a mamusia ma wolne), wybrałam się z moją Siostrą i Córką (która osiągnęła już przyzwoity wiek) na Camden Town i zachciało nam się Hot Apple & Cinnamon...
Rany,  jakie to było słodkie...

Niniejszym przedstawiam: najsłodsze ze słodkich ;)




poniedziałek, 5 listopada 2012

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne - listopad.

Kolejny miesiąc i rozpoczęło się kolejne Wyzwanie Fotograficzne na blogu Uli.




I o mały figiel by mnie ominęło, ale w porę się zreflektowałam.
Chciałam sobie banerek włożyć na bloga, ale mnie przerosło ;)


Dzień pierwszy: Twoje dłonie.
Znaczy moje ;)

Lubię patrzeć na ludzkie dłonie.
Najpiękniejsze dłonie jakie znam ma moja osobista Mamusia (ona oczywiście wcale się z moim zdaniem nie zgadza), ja niestety tego kawałka genów po niej nie odziedziczyłam... ja odziedziczyłam małe dłonie po mojej Babci.
Jak pomaluję paznokcie to wyglądam jak dziewczynka na balu w przedszkolu - serio :p





5th November.

Remember, remember the fifth of November
The Gunpowder Treason and Plot
I know of no reason,
Why Gunpowder Treason
Should ever be forgot...

piątek, 2 listopada 2012

Z archiwum part 2

12 marca 2009

Ich wzajemne kontakty na samym początku były... nie w zasadzie nie było ich wcale.
Podchodzili do siebie obojętnie.
Potem Młody Odkrywca zaczął się interesować Dzikim Zwierzęciem...
Najpierw z racji swej niedużej mobilności na odległość.
Potem mobilność się zwiększyła ale Dzikie Zwierze nadal było szybkie i nie miało ochoty na bycie "odkrywanym".
Z biegiem czasu Odkrywca wydał się Zwierzęciu ciekawszy - potrafił otworzyć szufladę i nie zabraniał wyrzucać jej zawartości na podłogę.
Zaowocowało to znacznie bliższymi kontaktami i stanowczo więcej rzeczy opuściło swoje miejsce...
Obecnie wzajemne kontakty Młodego Odkrywcy i Dzikiego Zwierzęcia osiągnęły kolejny stopień.
I o ile kontrolne sprawdzanie czy oczko i nos są na miejscu nie robi większego wrażenia na poddawanemu kontroli Zwierzęciu, to już ciągnięcie za ogon powoduje serię klapsów łapką a nawet ostrzegawcze gryźnięcia. 

A ja sobie czekam ze ściereczka, bo albo On Jej ten ogon urwie albo Ona Go naprawdę ugryzie - to ja krew pościeram. ;)